środa, 22 lutego 2012

XXIII

nie, nie czytałam wierszy Szymborskiej. 
poza kotem w pustym mieszkaniu nie przychodził mi do głowy żaden inny wiersz poetki.
ten, który umieściłam poniżej przeczytałam na innym blogu, a potem usłyszałam w radio. 

Minęli się jak obcy,
bez gestu i słowa,
ona w drodze do sklepu,
on do samochodu.

Może w popłochu
albo roztargnieniu
albo niepamiętaniu,
że przez krótki czas
kochali się na zawsze. 

Nie ma zresztą gwarancji,
że to byli oni.
Może z daleka tak,
a z bliska wcale.

Zobaczyłam ich z okna,
a kto patrzy z góry,
ten najłatwiej się myli.

Ona zniknęła za szklanymi drzwiami, 
on siadł za kierownicą
i szybko odjechał.
Czyli nic się nie stało
nawet jeśli stało.

A ja, tylko przez moment
pewna, co widziałam,
próbuję teraz w przygodnym wierszyku
wmawiać Wam, Czytelnikom,
że to było smutne.

                                                                                             (Wisława Szymborska "Perspektywa")


wystarczy podobno trzydzieści dni, żeby wykształcić lub porzucić nawyk robienia czegoś.
przez kolejne dni należy to po prostu robić codziennie.
mnie udaje się jeździć rowerem do pracy, w pogodę i niepogodę. 
a teraz chciałabym, żeby książka się czytała.
i żeby nie było myśli o nim. takich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz