myślałam pod koniec grudnia, że wystarczy miesiąc, żeby opróżnić do zera stare mieszkanie
i urządzić od zera nowe
(nie żaden duży remont, a jedynie zakup i montaż mebli kuchennych, zakup pozostałych mebli, malowanie ścian)
myliłam się
przez cztery miesiące żyłam w chaosie, bałaganie i spędzaniu czasu po pracy i w weekendy
na działaniach związanych z mieszkaniem
przez ten czas tylko raz stałam na rękach, trzy razy byłam na jodze
(niepojęte jak łatwo przyzwyczaić się do braku konkretnego ruchu, mimo że do tej pory niemalże mnie określał)
w międzyczasie złamałam prawie połowę zęba
i w tym braku czasu musiałam jeszcze znaleźć czas na kilka wizyt u stomatologa
wciąż jest kilka rzeczy do zrobienia w mieszkaniu, są to jednak rzeczy, które pilne nie są i nie wpływają na nieład
(nigdy więcej salonu z kartonami na podłodze, żeby nie niszczyć paneli przy skręcaniu kolejnych mebli i rzeczy przechowywanych w kartonach, czekających na kolejną szafę, szafkę, regał)
moje przemyślenia po samodzielnym "projektowaniu" przestrzeni i wykonywaniu większości prac przy pomocy rodziny?
nie osiągnę niestety takiego efektu jak wnętrza zaprojektowane przez architekta
(a naoglądałam się takich przez ostatni rok zbyt wiele)
nie tylko ze względu na brak umiejętności projektowania czy zastanych w mieszkaniu instalacji, podłóg i drzwi
ale też ze względu na ograniczony budżet
we wszystkich mieszkaniach, których zdjęcia trafiają do magazynów wnętrzarskich
meble zazwyczaj robione są na wymiar (zabudowy kuchenne, szafy etc.)
podłogi są drewniane
kanapy, stoły i inne ruchome meble nie są kupione w Ikei
a lampy, choć piękne, to kosztujące tysiąc, dwa tysiące wzwyż za jedną
(więc długo nie potrafiłam zdecydować się na lampy, ostatecznie prawie wszystkie są z I.)
po drugie moje pomysły niestety musiały szybko być zmieniane
czy to ze względu na koszt danej przeróbki czy czas oczekiwania na dany mebel
nie mam na blatu kuchennego w jednym kawałku, bo musiałabym na niego czekać (Ikea) 3 miesiące
nie wymieniłam kabiny prysznicowej, choć jest podobny system (znienawidzony), co w poprzednim mieszkaniu
w pewnym momencie stwierdziłam też, że nie ma co wymyślać zbyt wiele, dążyć do tych idealnych i pięknych wnętrz z Internetu, bo każdy mój pomysł generował niestety problemy montażowe
(np. półki w kuchni wymagały precyzji podczas montażu, co się nie udało w stu procentach,
zrezygnowałam z szafek kuchennych do sufitu, bo montaż maskownic dla amatora łatwy nie jest)
a ileż fakapów po drodze było
(dobrze, że w Ikei można bezproblemowo zwracać towar)
zaprojektowałam kuchnię inaczej niż to wymyślił projektant mieszkania i mój tata nieźle musiał się nagimnastykować z elektryką (kucie w ścianach, poza jednym przypadkiem, nie wchodziło w grę)
kupiłam zmywarkę do mebli z Ikea poza Ikeą
przewidziałam nawet wcześniej, że do poprawnego montażu frontu potrzebny będzie dodatkowy element zakupiony u producenta zmywarki
nie przewidziałam, że nie będzie on dostępny przez ponad dwa miesiące od zakupu zmywarki
dopiero po miesiącu i pół wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać element (dostępny) do szerszej zmywarki i go w dwóch miejscach uciąć i połączyć
największy (choć nie do końca z mojej winy) to wymiana blatu i frontów kuchennych (już zakupionych i dostarczonych) na inne
bo piękne fronty szuflad w okleinie dębowej po rozpakowaniu
zamiast w harmonijną całość układały się w niezbyt estetyczny patchwork
dębowy pozostał stół i półki, a fronty zostały wymienione na zielone
i na lepsze wyszło
co jeszcze
kwiaty zniosły źle przeprowadzkę, zwłaszcza fikus, który zgubił dosłownie wszystkie liście (na szczęście narodził się na nowo)
wylosowałam komórkę lokatorską na klatce, więc to było takie światełko po tygodniach stresu
malowanie ścian i sufitów na poziomie amatorskim to ciężka i trudna robota
(pomalowałam kilkaset metrów kwadratowych powierzchni w ostatnim kwartale,
nie przybyło mi umiejętności, a jedynie frustracja z powodu zauważanych niedoskonałości)
zwłaszcza gdy dodatkowo ściana nie współpracuje
(w starym mieszkaniu musiałam trzy warstwy nałożyć, żeby w miarę dobrze to wyglądało)
na koniec pytanie, które do mnie powraca
czy warto było urządzać od zera wynajmowane mieszkanie
otrzymując w zamian brak kredytu?
zależy od dnia
jednego żałuję
drugiego nie
duży metraż, kuchnia z oknem, oddzielna sypialnia
są wygodne
nowe meble, zmywarka (jak mogłam uważać, że nie będzie mi potrzebna?), szuflady w kuchni, dużo miejsca do przechowywania
również
duży balkon (na dużo roślin) i piękne wieczorne światło w salonie nadal mnie zachwycają
lokalizacja mieszkania jednak nie
do pracy rowerem jadę czterdzieści minut
na siłownię, zajęcia jogi etc. - dwadzieścia pięć
(więc jeżdżę rzadko)
wydanych pieniędzy na wyposażenie nie odzyskam przy wyprowadzce
i jeszcze kilka innych obaw mam
czasem trzymam się pozytywnych myśli, że do lasu mam pięć minut
że do pracy mam nieograniczoną liczbę tras i codzienny, konkretny trening kondycyjny
że przejeżdżam obok Rusałki, ogrodu botanicznego i przez Arenę i że kiedyś zmienię pracę i będzie bliżej
że gdybym kupiła jedno z tych mieszkań, które rok temu oglądałam to
miałabym dobrą lokalizację
ale miałabym też kredyt i mniejszy metraż mieszkania w starym bloku
nie miałabym balkonu, mieszkanie byłoby na trzecim bez windy
lub miałabym mały balkon, kuchnię w salonie i piecyk gazowy do podgrzewania wody
ale kiedy wiatr wieje w twarz albo leje lub jest zimno mój zapał na dojazdy rowerem się kurczy
a dojazd komunikacją miejską jest nieznośny
wtedy bywa mi przykro, że tu mieszkam
zostawiam ten temat
przygody i niedogodności
przeprowadzki
urządzania
to słodko-gorzkie mieszkanie daleko od centrum
największą przerwę w sporcie
jaką miałam od czasu, gdy wróciłam do sportu ponad dziesięć lat temu też
fizycznie czuję się raczej kiepsko
oby się zmieniło
PS czterechsetny wpis dzisiaj!