sobota, 3 marca 2012

XXIV

nie to miejsce.

wagon pociągu, w którym zapach frytek z mc'donaldsa wymieszał się z zapachem kanapek z szynką i sałatą i słodkim zapachem tłustych pączków. 
młodzi w słuchawkach na uszach. starszym pozostały rozmowy lub obserwacja tego, co za szybą.
wsiedli i wysiedli robotnicy, chyba kolejowi, zawsze mnie ich obecność i ich podróż tym pociągiem intrygowała.
wsiadła stara pani, malutka, o żółtej twarzy. miała czerwony płaszcz, paliła magnaty i czesała swoje siwe włosy. 
(i pomyślałam wtedy o swoim wujostwie, o tym, że ich dom miał specyficzną woń i że dostawałam od nich lizaki w kształcie koguta).

nie ten czas. 

gdy urzędowy datownik przypomina najgorszy dzień w życiu.
i na nieszczęście też jeden z najlepszych.
gdy miejsca przypominają, teraz przeraźliwie puste.
podobnie z nieprzygotowanym budyniem o smaku krówki czy dostrzeżonym w telewizji słowem.







 nie to miejsce i czas, żeby radować się, choćby z miętowego koloru paznokci.
krótko trwające, przyjemne, mogłoby się wydawać, wydarzenia nie mają teraz żadnego znaczenia. 
listopad, grudzień, styczeń, luty. 
ile jeszcze? 

1 komentarz:

  1. Cieszenie się drobiazgami codzienności - to jest fajne i zazwyczaj pomaga :)

    OdpowiedzUsuń