dwa dni temu wywoływałam negatywy, pierwszy z tego tygodnia, z działań zamkowych, drugi był niewiadomą. nie pamiętałam, poza zdjęciami z komunii młodego, co na tym filmie może być.
początkowo zaskoczenie było ogromne, bo zdjęcia z Lwowa mi się ukazały, z sierpnia ubiegłego roku.
ucieszyłam się.
entuzjazm zmalał, gdy zeskanowałam ten negatyw.
pomijam fakt dużego ziarna i małego kontrastu zdjęć - być może dużo w tym winy temperatury wywoływacza, za wysokiej.
jednak kadrowanie (ucinanie wież kościołów, nietrzymanie pionów), nietrafiona ekspozycja, bałagan na wszystkich planach poważnie nadszarpnęły moją fotograficzną pewność siebie (i tak dość niewielką).
w zasadzie nie powinnam już tykać aparatu.
pracy wciąż nie znajduję, co z kolei nadszarpuje inną pewność siebie (jeszcze mniejszą od fotograficznej), dodatkowo nadszarpuje nerwy i finanse.
za dziesięć dni się przeprowadzam, opuszczam ulubiony Łazarz.
nie wiem czy przyzwyczaję się do modnych Jeżyc i wszechobecnego bruku.
zapowiadam zdjęciami poniżej dwa przyszłe posty.
będą niedługo.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz