ostatnie dwa tygodnie są takie wariackie.
objawy widoczne: niewyspanie, zmęczenie, brak czasu na odpoczynek, zapominanie, na którym piętrze się mieszka albo co się stało ze ścierą w kuchni - wyrzuciłam czy ktoś zwinął, tylko kto?
rano robota, potem druga robota, potem sprzątanie nowego mieszkania, rozpakowywanie, na koniec dnia warsztaty jogi - i tak codziennie.
nie narzekam na tę intensywność, choć z brakiem sił czy wieczornym zamuleniem trudno walczyć inaczej jak snem.
na nowym mieszka się dobrze, ale urządzanie nie jest chyba moją ulubioną rzeczą. pociąga za sobą totalne wyczyszczenie konta bankowego, wyrzuty, że kupuję nowe meble, a przecież chciałabym zamieszkać w innym mieście i wywalone graty na środku pokoju.
natomiast sama dzielnica trochę mnie rozczarowuje.
na łazarzu inny klimat jest, ładniejsze kamienice, więcej zieleni.
tu jest bruk, parkingi pod domami, menele, dziwni ludzie, którzy puszczają techno muzę o pierwszej w nocy tak głośno, że na początku i na końcu ulicy ją słychać.
tam miałam pod domem duży samoobsługowy sklep ze wszystkim i piekarnię z dobrym pieczywem
tu jest żabka na żabce, biedronka na biedronce, a nie można kupić dobrego twarogu, jogurtu, kefiru czy ulubionego chleba.
ale o pół kilometra bliżej do pracy - wyjdę za dziesięć ósma i zdążę.
za to o dwa km dalej na jogę.
jeśli chodzi o bycie kurierem rowerowym.
świetna praca, męcząca i nisko płatna, ale bardzo ją lubię.
dziś jeździłam siedem godzin i przejechałam ok. siedemdziesiąt km.
zdarza się, że kilkakrotnie tego samego dnia jadę fragmentami ulubionych tras.
trochę szkoda, że jestem taka słaba i nie jestem w stanie jeździć szybciej.
poznaję przy okazji różne adresy, różne firmy, różne wnętrza i podwórka.
do tego jak mówię, że jestem kurierem rowerowym to zazwyczaj wszyscy są pod wrażeniem :-)
dziś inny kurier, z konkurencyjnej firmy, mnie nawet pozdrowił.
miło.
jest jeszcze piosenka.
bo miałam o czym innym napisać.
o tym, że dni coraz krótsze i wieczory chłodniejsze i przyjdzie zima i nie będzie już tak przyjemnej jazdy rowerem.
że cieszę się, że jest jak jest, że mogę rowerem jeździć, mimo że wielokrotnie w ciągu miesiąca dopada mnie ból i bezsens istnienia.
w ciągu dnia pojawiały się jeszcze inne subtelne spostrzeżenia, ale już ich nie pamiętam.
zapominam.

O jaka młodzieżowa muzyka :) kiedyś widziałem w empiku reedycje Nowej Aleksandrii za mały pieniążek.
OdpowiedzUsuńA sprawdzałaś czy mają twaróg w Jeżyku na Kraszewskiego? :)
R.