miałam wiele czasu przez te pół roku, żeby zająć się sobą.
jednak wiele czasu poświęciłam jedynie planowaniu, czym się zająć i co zrobić.
marzenia i wizje pozostają marzeniami i wizjami.
jednak wiele czasu poświęciłam jedynie planowaniu, czym się zająć i co zrobić.
marzenia i wizje pozostają marzeniami i wizjami.
zdążyłam się tylko przekonać, że nie nadaję się do muzyki.
i że komputer wygrywa z książką*.
a do tego kilka kilogramów się przyczepiło i nie chce odpuścić.
o czym innym miałam pierwotnie napisać. ponarzekać.
bo smutna jeździłam w sobotę po mieście.
bo życie na pewno inne by było gdybym mieszkała gdzie indziej.
na takim południu Europy na przykład. gdzie słońce świeci częściej, a miasta są ładniejsze.
albo w Krakowie ulubionym czy w bliższym do części rodziny Wrocławiu.
ale nie chodzi o miejsce tylko o brak drugiego człowieka. albo zaczepienia myśli na sprawach poważniejszych niż dotychczas.
usilnie, lecz bezskutecznie próbuję upodobnić się do młodzieży, która odwiedza takie koncerty, na którym byłam w ostatni piątek**, która licznie odwiedza kontenerART i inne kultowe miejsca na mapie miasta.
niszczę tymi próbami spokój umysłu, zatracam własną indywidualność.
a chciałabym poczuć jak to jest akceptować siebie. jak to jest pogodzić się z tym, że nie jest się artystą czy podróżnikiem mimo że chciałoby się być.
* i jakby lista książek do przeczytania była za krótka to kupiłam w tę smutną sobotę Opowieści z Narni po angielsku za 5 zł!
** Rebeka. miło gdy osoba, z którą za dzieciaka mieszkałam w tym samym bloku w dobrym stylu kroczy ku popularności.
i że komputer wygrywa z książką*.
a do tego kilka kilogramów się przyczepiło i nie chce odpuścić.
o czym innym miałam pierwotnie napisać. ponarzekać.
bo smutna jeździłam w sobotę po mieście.
bo życie na pewno inne by było gdybym mieszkała gdzie indziej.
na takim południu Europy na przykład. gdzie słońce świeci częściej, a miasta są ładniejsze.
albo w Krakowie ulubionym czy w bliższym do części rodziny Wrocławiu.
ale nie chodzi o miejsce tylko o brak drugiego człowieka. albo zaczepienia myśli na sprawach poważniejszych niż dotychczas.
usilnie, lecz bezskutecznie próbuję upodobnić się do młodzieży, która odwiedza takie koncerty, na którym byłam w ostatni piątek**, która licznie odwiedza kontenerART i inne kultowe miejsca na mapie miasta.
niszczę tymi próbami spokój umysłu, zatracam własną indywidualność.
a chciałabym poczuć jak to jest akceptować siebie. jak to jest pogodzić się z tym, że nie jest się artystą czy podróżnikiem mimo że chciałoby się być.
i na koniec.
uwiebiam krótkie momenty spotkania spojrzeń moich i obcych lub prawie obcych mi osób.
mijanego rowerzysty, przechodnia płci męskiej, starszego pana podczas drogi do pracy.
czy też osób, o których wiem kim są (z imienia i z nazwiska czy wykonywanego zawodu) choć one nie wiedzą o mnie nic (spotkanie muzyka pewnej poznańskiej kapeli czy znajomego Sz.).
ciekawi mnie co druga osoba w tym krótkim momencie myśli.
a uwielbiam dlatego, że czuję wtedy jakby świata dookoła nie było, hałasu ulicy nie było. jest tylko uśmiech, zaciekawienie, zakłopotanie, znudzenie osoby, na którą patrzę. nie potrafię tego wyrazić słowami.
a zdjęcie takie, bo widziałam ostatnio tego chłopaka. nawet nie pamiętam jego imienia, ale tak często jest, że kiedy pomyślisz niespodziewanie o jakimś człowieku to następnego dnia go spotkasz. Hanię też mijałam parę dni temu.
* i jakby lista książek do przeczytania była za krótka to kupiłam w tę smutną sobotę Opowieści z Narni po angielsku za 5 zł!
** Rebeka. miło gdy osoba, z którą za dzieciaka mieszkałam w tym samym bloku w dobrym stylu kroczy ku popularności.

no np. w Neapolu to by było fest :)
OdpowiedzUsuńhttp://wiadomosci.wp.pl/gid,12885313,gpage,2,img,12885483,kat,1345,title,Zdjecia-tygodnia,galeria.html?ticaid=1ebd6
R.