niedziela, 25 marca 2012

XXVI

wolniej jeżdżę, ale nie mogę powstrzymać się od rozglądania na prawo i lewo.
tyle historii wokoło.
młodzież późną porą wychodzi tłumnie na ulice.
sceny prawie filmowe, gdy auto zaparkowane na chodniku z chłopakiem w środku przyglądającym się kłótni swoich znajomych-kochanków. płacz, krzyk, błagania.
a poza tym.
wielu wsiadło na rowery (aż miło). niech jeszcze wielu wysiądzie z aut.
dziewczyny mają zielone lub niebieskie włosy, inne noszą różowe rajstopy i krótkie spódniczki.
ludzie się uśmiechają, naprawdę!
drzewa i krzewy wybuchną niedługo zielenią i żółcią (ach, forsycje).
słońce oślepia.

sama poczułam tydzień wcześniej ciepły podmuch powietrza, zapowiadający początek tej lepszej części roku.
czekam na moment, gdy w sobotni poranek będę mogła pójść na targ po świeże truskawki, jagody i czereśnie.
po aromatyczne pomidory, ogórki, sałatę.
po rabarbar do ciasta, po botwinkę czy zielony groszek na zupę.

mógłby tylko ustąpić ten codzienny niepokój.
czy też lęk przed samotnością albo raczej ból samotnością* spowodowany.
który wkrada się w codzienne działania. stoi gdzieś obok na koncercie, wystawie, w kinie.
(a statystyka ostatniego tygodnia to cztery koncerty, jedna wystawa i trzy dobre filmy, z tego dwa w kinie).
który podąża tuż za mną, skubany, podczas treningów biegowych.
nie polecam takiego znajomego.

i jest jeszcze tęsknota.
za chatą gdzieś na wsi z łąkami pełnymi maków i chabrów.
albo chociaż za balkonem w tej miejskiej przestrzeni i kawą poranną i prasą codzienną.
nie zawsze jednak świeci słońce.


* gdy nie masz do kogo przez cały dzień, a nawet dwa słowa powiedzieć.
  


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz