mimo złych prognoz pogody kilka wolnych dni spędziłam w Tatrach
naprzemiennie jednego dnia padało, następnego już nie, lecz świat za mgłą się schował
jest jednak w tych górach coś, co rekompensuje ewentualne braki aury
nawet gdy nic nie widać, to przecież jest pięknie
a przeogromnym szczęściem są krótkie przebłyski nieśmiało ukazujące to piękno
udało się wejść na Wołowiec, Rakoń i Grzesia
udało się przejść Czerwonymi Wierchami i pozdrowić krzyż na Giewoncie
a wszystko dzięki temu Panu
częstował ciepłą herbatą na szlaku i słodko tulił się wieczorami jak do poduszki
:-)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz