mówię do siebie: zamknij się wreszcie. nikogo nie obchodzi, że jest ci źle.
ale nadal piszę. to tak jak z niejedzeniem słodyczy. niemożliwe. one zresztą w dużej mierze winne.
na własne życzenie rezygnuję z towarzyskości - brak predyspozycji, nie sypię żartami jak z rękawa. bywa.
siedzę więc na parapecie piętra czwartego, wypalam papierosa - jeden na każdy jeden lądujący samolot. i patrzę w dół i przed siebie, na życie w tych oknach.

jeśli ta fota to jest część mojego zamówienia, to dobrze Ci idzie :) R.
OdpowiedzUsuńmuszę cię rozczarować. zamawiałeś przecież z camery obscury.
OdpowiedzUsuń