pamiętam, że podczas trekkingu dookoła Mont Blanc odczuwałam radość
nie były to pojedyncze godziny radości, a całe dni
nie były to pojedyncze godziny radości, a całe dni
kilka pod rząd
rozsypałam się po powrocie
wiem dlaczego
to taka mieszanka
lęku, niewiary, złości, niemocy, nudy,
oczekiwań, których nie powinnam mieć,
tego, że wszystko sama
i jeszcze paru rzeczy
dzisiaj pojechałam rowerem do lasu
o dziesiątej rano
kiedy zwykle ludzie pracują
a ja mogłam spakować swój stary analogowy aparat
i pojechać do lasu
zamiast pracować
świetnie, co nie
nie do końca
czasem nie cieszą nawet fajne rzeczy
tak mam teraz
ale mam też resztki nadziei, że będzie lepiej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz