podsumowanie dekady?
nie będę niczego podsumowywać ;-)
było kilka kluczowych wydarzeń
a patrząc na swoje zdjęcia mogę stwierdzić, że fajnie było
i że ogrom rozwoju osobistego w porównaniu do lat 2000-2009
wtedy byłam bardzo wystraszoną i nieśmiałą dziewczyną
skończyłam dwa kierunki studiów na poziomie magisterskim
ale bałam się dorosłości i pracy zawodowej
zupełnie też odeszłam od jakiegokolwiek sportu
(jeździłam w góry, ale bardzo się wtedy męczyłam tymi wędrówkami)
w 2010 roku kupiłam rower miejski
w Krakowie go kupiłam
on postał jeszcze rok nieużywany, ale od 2011 roku zaczęła się na dobre moja miłość i przygoda :-)
to było pierwsze kluczowe wydarzenie, które zmieniło moje życie
drugie to joga
zaczynałam nieśmiało w 2011 roku
(na pierwsze zajęcia chodziłam z M. do Ośrodka Kultury Wierzbak, na których było więcej seniorek niż młodych)
w 2013 roku poznałam ashtangę w klubie fitness (!!!)
a od początku 2014 roku zaczęłam regularną praktykę kilka razy w tygodniu
jeśli sporo Ci w życiu nie pasuje to zacznij ćwiczyć jogę
ja dzięki niej zaakceptowałam swoje ciało
i pewne problemy z jego postrzeganiem odeszły w niepamięć
powtarzam też często, że joga to najlepsze lekcje cierpliwości jakie otrzymuję
były jeszcze trzy dalekie podróże i wiele bliższych (w tym ogrom górskich)
z każdą kolejną nabywałam więcej śmiałości
i być może kolejna dekada będzie się skupiać głównie na tej aktywności
chciałabym :-)
w minionej dekadzie zaczęłam też pracować i zarabiać pieniądze
z moją pracą mam do dzisiaj problem
bo od dziesięciu lat robię to samo i nie ma w tym ani sensu ani satysfakcji ani rozwoju
co gorsza często z powodu pracy mam obniżoną samoocenę
ostatni raz przedwczoraj
może ktoś uzna te moje 'kamienie milowe' za śmieszne
bo czym one są w porównaniu z macierzyństwem, małżeństwem, karierą zawodową czy nawet kredytem hipotecznym
i jeszcze pewnie kilkoma mniej radosnymi doświadczeniami życia
nie wiem czym są
ale są moje
nie wiem jakie byłoby moje życie bez nich
byłoby inne
zapraszam na subiektywny wybór zdjęć z ostatnich lat
starałam się wybrać najważniejsze
żeby ograniczyć ich ilość
ale nie wyszło mi to najlepiej
jeszcze prosta statystyka
w latach 2010-2019 nadal używałam tylko lustrzanki analogowej
(cyfrowo robiłam zdjęcia tylko telefonem)
wywołałam tym samym 132 negatywy
średnio kilkanaście rocznie
najwięcej w 2012 roku - 35
najmniej w 2018 roku - 5
2010
- mieszkałam kilka miesięcy w Krakowie, lubiłam to miasto i chciałam wrócić - do czasu gdy nie został nagłośniony krakowski smog - wtedy już nie chciałam wracać, ale teraz zamieszkałabym, zamieszkałabym, bo stamtąd są tylko dwie godziny w Tatry
prawdziwa zima - mróz i pełno śniegu
- byłam też w Rzymie na zorganizowanej wycieczce (rodzice mi kazali), ale zobaczyłam wyjątkowo dużo i nie musiałam się niczym martwić
2011
- to był najszczęśliwszy, a zarazem najgorszy rok w moim życiu (kto nie wie, zapraszam do archiwum)
- pamiętam, że lato było najcudowniejsze
- zaczęłam wtedy jeździć rowerem do pracy, założyłam tego bloga jako platformę do publikacji swoich zdjęć
- poznałam dużo ludzi, ja ich nazywam artystami i społecznikami, zaznałam więc innego życia, nie powtórzyło się ono już nigdy później
- sprzedawałam nawet w klubokawiarni Głośna (czy ktoś jeszcze pamięta to miejsce w Poznaniu) ręcznie robione aparaty otworkowe w pudełkach po zapałkach, naprawdę !
2012
- to był rok udowadniania nie wiem komu, że nie jestem beznadziejna
- udowadnianie polegało na bardzo dużej aktywności kulturalnej, uczyłam się też gry na djembe,
zaczęłam szyć, uczyłam się gotować, w tym roku był mój pierwszy festiwal Ethnoport
- dużo chodziłam z aparatem i zabierałam go na rowerowe przejażdżki
- płakałam chyba cały czas
- zobaczyłam nad rzeką tablicę, którą fotografowałam przez kolejne trzy lata
- byłam cztery tygodnie w Indiach, dziękuję M. jeśli to czyta !
2013
- zaczęłam chodzić na siłownię i wtedy postanowiłam, że zrobię pewnego dnia to, co w dzieciństwie na akrobatyce - uwaga śmieszne słowa - czyli siłówkę z poziomki do stania na rękach - jeszcze mi się nie udało
- byłam fotografem na weselu, dobrze, że nie było to płatne zlecenie, bo do tej pory wstydzę się tych zdjęć ;-)
- jeździłam tydzień rowerem wzdłuż wschodniej granicy
- samotnie przeszłam G. Izerskie, Karkonosze i Rudawy Janowickie (to było pierwsze samotne wędrowanie po górach)
- zaczęłam projekt 365, czyli robiłam codziennie jedno zdjęcie, dobrze się to ogląda po latach
- z ciekawostek byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w PAH w Warszawie, ale poległam na Excelu, wzięłam też udział w kursie makijażu - tu również porażka
- w Centrum Kultury Zamek ruszyła pracownia fotografii i brałam w niej udział przez kolejne 3 sezony - poznałam ludzi zainteresowanych fotografią, miałam dostęp do świetnie wyposażonej ciemni, zdjęć robiłam paradoksalnie mniej niż wcześniej, ale wspominam te cotygodniowe spotkania z łezką w oku
- i chyba najważniejsze - pojawił się ON - mój singielek ROWER !
2014
- rok ryzykownych decyzji, w wyniku których w wakacje pracowałam tylko na pół etatu i musiałam dorabiać jako kurierka rowerowa
- ryzykowna była w takiej zawodowej niepewności przeprowadzka do wymarzonego mieszkania w kamienicy, ale miałam w końcu balkon i drewniane deski w pokoju
- poznałam Sz. i z nim dość sporo na rowerze jeździłam po mieście i poza miastem
- przez moment miałam jednego dreda, do tego sztucznego - nie przeszła mi do tej pory myśl o głowie pełnej dredów :-)
- zaczęłam praktykować jogę regularnie, to był czas nauki czaturang
- w wakacje robiliśmy z pomieszczeń zamkowych camerę obscurę
- moje zdjęcie otworkowe zostało opublikowane w kalendarzu wydanym i sprzedawanym przez CK Zamek
2015
- wynajęłam kawalerkę i zamieszkałam w końcu sama
- kawalerkę trzeba było urządzić, więc w pewnym okresie pracowałam na dwa etaty i zdarzyło mi się przez to raz nie spać przez 48 godzin z rzędu (pamiętam do dziś ten stan)
- tym drugim etatem była praca w magazynie Amazona - co by nie pisać o tym miejscu, ale dostawałam premie za pisanie głupich wierszyków i rozwiązywanie testów z wiedzy o firmie, mogę też zawsze opowiedzieć w towarzystwie kawał, jak to znalazłam w pudełku, w którym miały być nowiutkie adidasy czyjeś stare, zjechane, śmierdzące buty
- byłam w Pradze, do której podróż w dwie strony kosztowała mnie 4 złote (takie kiedyś były ceny)
- byłam w Rumunii na wyjeździe z klubem górskim z Warszawy - już nie pamiętam kiedy i jak znalazłam ten klub, ale organizowali budżetowe wyjazdy w góry i mnie tym przekonali, przy okazji poznałam Łukasza, który coś we mnie dostrzegł, hmm
2016
- w Warszawie bywałam średnio raz w miesiącu, nie powiem, spacery po mieście sprawiały mi dużo przyjemności, przeczytane u Springera Osiedle Szwoleżerów, Sady Żoliborskie czy budynek przy Koziej chciałam zobaczyć z bliska
- kupiłam buty wspinaczkowe i zaczęłam się wspinać, nie pamiętam nawet skąd ten pomysł
- piłam alkohol z właścicielem Meskaliny i w dodatku na koszt Festiwalu Malta ;-)
- poznałam nauczycielkę jogi, dzięki której moja praktyka mono poszła do przodu i przekonałam się do stylu Mysore w ashtandze
- drugi raz byłam w Indiach
2017
- były wyjazdy do Warszawy, do Szumina, w Tatry, skałki, do Bułgarii, do Puszczy Białowieskiej na jogowe wakacje, do Pragi, w Pieniny
- jedliśmy chwasty i dobrą pizzę
- zachwycałam się swoimi kwiatami w domu i na balkonie
2018 i 2019
- odsyłam do opowieści o tych latach do moich rocznych podsumowań :-)
- te lata były oczywiście wyjątkowe, jak każdy wcześniejszy rok
- należy Ci się podziękowanie, jeśli dotarłaś/eś aż tutaj ! bo mi dotarcie w to miejsce zajęło kilka godzin ;-)
dziękuję, że wciąż zaglądasz na tego bloga !













































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz