sobota, 6 stycznia 2018

CCLXVI

nowy rok przyszedł
taka mała niewiadoma
wiele osób snuje plany i cele
a wiele nie
a ja jestem gdzieś pośrodku

kilka lat temu zawiesiłam poważne planowanie
bo nic się nie udawało
a potem uznałam, że właściwie do czego prowadzą moje ambicje i starania ?
do gromadzenia oszczędności
(bo cholernie boję się niesamodzielności i zależności od innych)
nie prowadziły do spełnienia, przyjemności czy poczucia szczęścia

dziś tylko nakreślam najbliższą przyszłość
trochę czekając co przyniesie
jest taka idea jednego słowa (one little word) 
wybierasz słowo klucz, słowo motywator, które chcesz, aby towarzyszyło ci w nowym roku i określało twoje działania

jakie jest twoje słowo ?

ja nie mogę się zdecydować pomiędzy WOLNOŚCIĄ, a RÓWNOWAGĄ, pogodzić oba może zdecydowanie NATURA

zapisałam też kilka prostych do zrealizowania zadań i pragnień:

- kupię cyfrowy aparat fotograficzny

- nie będę odmawiać spotkań ze znajomymi (chyba, że praktykę jogi będę mieć w tym samym czasie)

- przejadę się na tandemie z jakąś miłą osobą (możesz mi zrobić taki prezent miła osobo)

- wpadnę na świetny pomysł tatuażu i go zrealizuję

- yoga everyday, bo szczerze wierzę w zdanie practice and all is coming 


a za co ze starego roku jestem wdzięczna ?

- moi bliscy byli zdrowi

- dużo podróżowałam: byłam w Tatrach zimą, zdobywając w śniegu, mrozie i wietrze dwutysięcznik, byłam w Tatrach latem, zdobywając w pełnym słońcu najwyższy szczyt Polski, wspinałam się po raz pierwszy w życiu po żywej skale ;-), zrobiliśmy sobie z Ł. małe wycieczki rowerowe połączone ze zbieraniem chwastów na kolację, byłam w Pradze, w Bułgarii, w Puszczy Białowieskiej i na sylwestrze w Pieninach, odwiedziłam dom Hansenów w Szuminie

- spędziłam kilka cudownych weekendów w Warszawie, podczas których mogłam włóczyć się z aparatem po dzielnicach stolicy, poszliśmy też z Ł. do Ogrodu Botanicznego, w którym spotkaliśmy jeża i inne zwierzaki, byliśmy na koncercie Pablopavo i od tego czasu Ł. nie dość, że zaczął chodzić na ich koncerty regularnie to jeszcze kupił ich płytę i książkę Pawła

- wyszłam prawie bez szwanku z potwornie wyglądającego wypadku samochodowego

- druga seria ashtanga jogi przestała przerażać, a samodzielnie wykonana kapotasana (odsyłam do wujka gugla niewtajemniczonych) ucieszyła tak bardzo bardzo

- nawet nie wiecie jak mocno ucieszyły mnie zimne ognie, które mogłam sobie odpalić w sylwestra

- jadłam najlepszą pizzę na świecie, była wegańska i była obłędnie smaczna, na pewno w nowym roku będę jadła dużo pizzy, może nawet przygotuję(my) w domu choć trochę podobną do ideału

- kilkakrotnie na ulicach mojego miasta spotkałam pana rowerowego, pisałam o nim po raz pierwszy tu: pan rowerowy

- dużo radości przyniosły mi moje rośliny balkonowe i domowe, na balkonie urosły mi pomidorki i zakwitł kosmos podwójnie pierzasty, a w domu rozmnożyła mi się pilea

- nigdy wcześniej nie widziałam też tylu piwonii naraz

- no i wiecie, truskawki i wszystkie smaczne, świeże, wiosenno-letnie warzywa

- zaczęłam chodzić na psychoterapię

- zmieniłam pracę, bo poprzednia mocno mnie męczyła, obecna też zdążyła mnie zmęczyć, dlatego szukam nowej ;-)

- rozpoczęłam dziwny kurs, może coś dobrego przyniesie w przyszłości, a może nie przyniesie nic :-)



kochajcie się i uśmiechajcie się dużo w 2018




4 komentarze:

  1. AAAAAAAAAA Sprzedam Pentaxa i wiadro obiektywów. Żartuje :) Fajny wpis, zaraźliwy optymizm i same konkrety! :)R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubisz pizzę ? znam świetną miejscówkę :-)

      Usuń
    2. wegańska? grozisz mi? :D

      Usuń
  2. Przyjemnie sie to czyta
    S

    OdpowiedzUsuń