obejrzałam wczoraj film*, którego obrazy nadal mam przed oczami.
film, którego nadrzędnym problemem była przemoc męża nad żoną.
ale drugą warstwą była zwykła codzienność, opowiedziana z uwielbieniem i delikatnością.
podobne jest z dobrymi fotografiami, które oddają niesamowitość chwili, emocje, relacje między ludźmi, ich piękno.
mam taki problem, że żyję takimi obrazami. że na ich podstawie tworzę obraz tego świata i mojego w nim miejsca.
i stąd chyba brak akceptacji i negacja własnej codzienności.
pustki, samotności, nudy i ciszy.
i ta znienawidzona szorstkość charakteru, nieokreśloność, nieostrość, nieumiejętność, rezygnacja z ambicji.
mam trzydzieści lat i jestem nikim.
jakie to przykre.
* Żona policjanta reż. Philip Gröning


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz