sobota, 28 marca 2015

CLXV

dzień gorszy od złego.
nieobecność, nienawiść do siebie i ból.
to nie był dzień melancholii, smutny, ale piękny.
to nie ten dzień.

jeśli prawdą jest, że intensywne myślenie na jakiś temat zamienia ten temat w czyn to za pół roku powinno mnie w tym mieście już nie być.
chyba w drodze powinnam być.
ale nie wiem gdzie, w jakim charakterze, z rowerem czy bez.

na przekór samopoczuciu, tej depresji marnej, chciałabym umieszczać wam zdjęcia na których widać mnie i widać mój uśmiech.
nie jestem w stanie, nie potrafię.

tutaj jest rutyna i wielki brak akceptacji. 
tutaj jest nadmiar docierających do oczu stylów życia innych ludzi.
chciałabym z każdego mieć coś dla siebie.
a to niemożliwe.
powodem nie tylko brak umiejętności i innych takich.
tego jest zbyt wiele, a i rozstrzał tematyczny ogromny.
wyobraźcie sobie architekta niczego sobie, który dodatkowo prowadzi bar z kuchnią wegańską, w tak zwanym międzyczasie projektuje i szyje sobie ubrania, do tego w pozostałych chwilach naprawia ludziom rowery, a jeszcze lepiej buduje im je od początku, do tego, wiadomo, z rana mysore, a wieczorem 30-40 km na rowerze, dla dobrej formy i silnych nóg.
we wszystkim jest świetny.

a szalona znajoma mieszka teraz w peru i ma widok na wulkan.

i jak być tu?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz