niedziela, 16 listopada 2014

CXLIX

zanim wywołam zdjęcia z gór.
zanim zmarznę po raz drugi tej jesieni.
zanim zamknę bloga mimo bicia rekordów popularności.

zanim to wszystko, chciałam poruszyć temat(y) lekki(e).
do tej pory mieszkałam przy ulicach o nazwach nie wpływających na wyobraźnię w ogóle.
ulica święta pracy, ulice wieszczów lub mniej znanych polaków, była dożynkowa, wichrowe wzgórze, na którym nie wiało, a wzgórze było sztuczne, pod lipami, z kilkoma lipami.
ale jak by się mieszkało na ulicy pogodnej? radosnej? wesołej? pięknej? 
a na ulicy bieszczady?
w moim mieście na pogodnej jest dodatkowo obserwatorium astronomiczne. plus dla wyobraźni.
radosna, poczciwy wyraz.
szkoda, że nie ma szczęśliwej. ulica by zobowiązywała.

 poniżej kawałek lata z ulicy włocławskiej. 
miejsce świetne, nazwa taka sobie.
już mogłaby być wrocławska.
choć może nie.
w moim rodzinnym mieście przy wrocławskiej jest cmentarz, ale też stadion żużlowców.
ani jedno ani drugie nie rodzi przyjemnych skojarzeń.

myślę czasem o kupnie mieszkania, choć jestem biedna jak mysz kościelna, a wszelkie zobowiązania wobec osób i instytucji uważam za zło.
ale swój kawałek podłogi czy to na starość czy to z racji panującej w kraju mody wypada mieć.
a ja jestem kopista.
i też chcę mieć swój kawałek podłogi, zwłaszcza, że z roku na rok jestem coraz bardziej nieznośna we współżyciu. 
ale zamiast kilkunastu metrów od dewelopera, na których ma się zmieścić kuchnia, łazienka, pokój dzienny, pokój nocny mogłabym mieszkać na ogródku działkowym albo kupić kawałek ziemi i postawić kontener mieszkalny, który wraz ze zmianą planów mógłby wędrować razem ze mną. 
póki co jestem marzyciel.



1 komentarz:

  1. ja to bym mógł bym mieszkać we wsi Mroczno w części zwanej "Otchłań" (od wschodniego krańca wsi aż do szkoły) :)
    a w Poznaniu to na ul. Kucytadeli, tylko nie wiem czy to czasem jakiś komuch nie był :) ewentualnie na Palacza :)
    R.

    OdpowiedzUsuń