pewnie przez tabletki z hormonami mam codzienne zmiany nastrojów.
wczoraj przyszłość jeszcze jakoś się rysowała.
pierwsza i druga praca wciąż koniecznością, ale przynajmniej wizja weekendów była jakaś.
dzisiaj praca tragedią, z wątpliwościami, że się w ogóle plan zarabiania więcej uda.
ale to jeszcze nic.
otępienie po pracy i przeraźliwy smutek.
że nie robię nic ważnego i pięknego.
że jestem sama jak palec i przez to bezradna.
że nie potrafię się odezwać gdy facet sika mi w bramie przy domu.
że dom to nie dom i że tego nie można na razie zmienić.
że sympatycznemu starszemu panu trzęsą się ręce z powodu choroby.
że codziennie wieczorem muszę się obżerać.
że nie zostałam chemikiem, leśnikiem czy grafikiem.
że kolejny rok minie bez sensu.
że chciałabym wyjechać z tego miasta - i choć to dość proste, to jednak trudne.
przepraszam wszystkich, dla których byłam, jestem i będę niemiła.
walczę z tym, ale mi się nie udaje.
kolega polecił, żebym się uśmiechała.
tego też nie potrafię.
gdy ból istnienia pożera codzienność nie może być miejsca na uśmiechanie się do ludzi.
a chciałabym.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz