poniedziałek, 29 lipca 2013

CIII

 przez najbliższe dni lub tygodnie krótkie wspomnienia z tegorocznej majówki będę umieszczać. 
wszystko zaczęło się jakieś dwa tygodnie przed wyjazdem. był pomysł Werki, było nerwowe poszukiwanie rozwiązania - czym pojechać? holenderką? niee, tą wiśniową krową bez przerzutek? pojechałam więc starym rowerem górskim, moim poczciwym, białym Bianchi z komunii. potem się okazało, że przerzutki, mimo że są, to nie działają, a siodełko już po pierwszym dniu stało się bardzo odczuwalne. ale poza tymi niedogodnościami był to jeden z lepszych wyjazdów w ostatnim czasie. 

 Białystok-Lublin. 
700 kilometrów.
7 dni.

chciałam podziękować Krzysiowi, który pożyczył mi świetne sakwy rowerowe i dodatkowo zamontował swój bagażnik.
no i dziewczynom, za wyrozumiałość i cierpliwe czekanie na mnie na trasie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz