2020
jaki to był rok każdy wie
mnie ominęły przykre sytuacje
nie musiałam mierzyć się z chorobą czy utratą pracy
nie musiałam się zastanawiać jak zaradzić kryzysowej sytuacji
bo w takiej się nie znalazłam
rok temu nie zrobiłam żadnych planów, więc nie muszę siebie z niczego rozliczać
właściwie pogodziłam się z myślą, że sukcesów na miarę tych, które siedzą w mojej głowie nie osiągnę
prawie pogodziłam się z faktem, że mimo posiadania bardzo dużo wolnego czasu, nie jestem w stanie przeznaczyć go na jakieś produktywne działania
zaczęłam się nawet cieszyć gdy chciało mi się ugotować zdrowy obiad (zamiast makaronu z sosem, choć nie tym w proszku ;-) czy mrożonej pizzy), upiec wegański pasztet czy wycisnąć sok
rok temu wybrałam na słowo roku
UŚMIECH/WESOŁOŚĆ
nie wyszło
bo jak tu się cieszyć
gdy strach o bliskich
z zamknięcia w domach
z ludzi rządzących tym krajem
(wulgaryzmy na ustach non stop)
z lęków, które mnie męczą
choć wbrew powyższym słowom
zauważyłam pewną stabilizację samopoczucia
tym razem nie napiszę słowa na 2021 rok
jedno siedzi w mojej głowie
ale nie mam potrzeby go ogłaszać
ten rok będzie dość wymagający
ale sporo zależy jak pokieruję tym procesem
wracając do starego
kilka miłych rzeczy się wydarzyło, kilka porażek również
- nie ukończyłam chociażby studiów podyplomowych na Politechnice Poznańskiej
(niejako przez pandemię i konieczność zmiany zajęć stacjonarnych na zajęcia online)
przepłakałam chyba cały dzień zanim podjęłam decyzję o rezygnacji
ale dość szybko przestałam się tym przejmować
jestem w końcu dorosła, studia o niczym nie przesądzały
a miałam w zamian więcej wolnych, wiosennych i letnich, weekendów
- nie upiekłam ani jednego bochenka chleba na zakwasie, choć chciałam się tym zająć podczas wiosennego zamknięcia w domu (kupiłam mąkę i na tym się skończyło)
nadal nie zabrałam się za planowanie wypieku, choć dwa miesiące temu kupiłam piękną książkę o pieczeniu chleba ;-)
- nie miałam co prawda żadnych podróżniczych planów, ale jednak na początku roku rozglądałam się za jakimiś zagranicznymi wyjazdami
już prawie dołączałam do grupy osób chcących lecieć na Islandię
prawie też kupowałam wycieczkę do Azji z klubem podróżniczym
a potem wybuchła pandemia i szybko o wszystkim zapomniałam
- miałam za to kilka innych świetnych wyjazdów górskich i rowerowych
- trzy wyprawy w Tatry (w tym dwie zupełnie solo)
łącznie spędziłam w moich ulubionych górach prawie trzy tygodnie
pierwszy raz szłam Orlą Percią
weszłam na Przełęcz pod Chłopkiem
poznawałam szlaki po słowackiej stronie
- zdobyłam kilka szczytów do Korony Gór Polski
na jeden z nich weszłam w butach narciarskich i z nartami na ramieniu
na Szczeliniec Wielki wchodziłam zarówno na wschód, jak i na zachód słońca
niezwykle ciepło myślę też o G. Kamiennych, które w środku lata wydały mi się bajkowe
- miałam też trzy rowerowe wyprawy
Szczecinek - Świnoujście (po paru latach nieobecności zamoczyłam stopy w Bałtyku)
weekend w PN Ujście Warty, ze spaniem w namiocie na woodstockowej łące
Białystok - Czeremcha
z tatarskim (w wersji wegetariańskiej oczywiście) jedzeniem w Kruszynianach, z żubrami spotkanymi w Puszczy Białowieskiej
z najdziwniejszą kwaterą, którą udało nam się wynająć na noc w ostatnim czasie
- brałam udział w tygodniowym wyjeździe z codzienną jogą i medytacją, obłędnym wegańskim jedzeniem i Górami Stołowymi w pakiecie
było mi wtedy bardzo dobrze
połączenie jogi, gór, lata i słońca jest zdecydowanie dla mnie
a gdy jeszcze mogę jeść zdrowo i smacznie nie poświęcając na gotowanie ani minuty to już ogrom dobra się wydarza
muszę dodać, że spotkałam wtedy bardzo fajnych ludzi
niektórzy się dziwili dlaczego nie chcę zostać nauczycielką jogi
skoro oni widzą potencjał
(tylko ja go jednak nie zauważam)
- przez pandemię polubiłam domową praktykę jogi
w samotności, bez oceniania i porównywania się
ale też bez wsparcia nauczyciela
co wymusza samodzielne próby przy trudniejszych asanach
moja praktyka miała lepsze i gorsze momenty
nowych asan nie było za dużo
ale te, które praktykowałam od dawna, zaczęły wychodzić
moje ciało zaczęło dawać mi sygnały, że niektórych asan nie muszę wykonywać idealnie
czyli np. nie muszę łapać pięt w kapotasanie
uczę się więc akceptować potrzeby ciała i być dla siebie łagodniejszą :-)
wiele cierpliwości nauczyła mnie również kontuzja stopy
to był prawdziwy powrót do początków
- aby realizować swoje wspinaczkowe ambicje zapisałam się na sekcję
przez dwa miesiące uczestniczyłam w zajęciach regularnie
doskonaląc się w asekuracji i wspinaniu z liną
potem skręciłam stopę, która uziemiła mnie na kilka tygodni
byłam też świadkiem potwornie wyglądającego wypadku na ściance
co obudziło lęki i wątpliwości czy chcę w ogóle uprawiać ten sport
a potem ścianki zostały zamknięte odgórnie
czekam na powrót
- z rzeczy, które zrobiłam pierwszy raz w życiu
wymienić mogę wędrowanie samemu górskim szlakiem w ciemnościach
co prawda był to szlak z Pasterki na Szczeliniec Wielki, który pokonałam w pół godziny
co prawda był to szlak z Pasterki na Szczeliniec Wielki, który pokonałam w pół godziny
ale jednak strach mi towarzyszył dopóki nie zaczęło świtać
tu mała dygresja o tym, że po ciemku chodziłam już po górach czy lasach, ale zawsze w czyimś towarzystwie
pamiętam jak wracałam z R. po zmroku jakimś bieszczadzkim szlakiem i że niebo było pełne gwiazd
a totalną ciszę przerywała tylko nasza rozmowa
albo jak z Sz. jeździłam kiedyś po nocy rowerem
przez poligon w Biedrusku nawet przejeżdżaliśmy (chyba dobrze pamiętam?)
na pewno dobrze pamiętam dziki, które nagle z lasu wybiegły i postraszyły przez moment
- zakończyłam terapię, ale żałuję, że nie poruszyłam jeszcze kilku tematów,
które od jakiegoś czasu układam sobie w głowie
- dokonałam małych zmian w pokoju
potrzebowałam ich od kiedy mój pokój stał się również moim biurem
nie kupiłam za to zbyt dużo nowych rzeczy
które początkowo wydały mi się niezbędne
stary dywan sprzedałam, a kupiłam w zamian mniejszy i lżejszy
fotel oddałam do tapicera, mimo że zakup nowego byłby pewnie nieco tańszy
stojak na monsterę powstał z odzysku
po szlifowaniu papierem ściernym i malowaniu wygląda świetnie
(lubię takie zabawy, zabierają trochę czasu, dzięki czemu nie myślę o problemach, a jeszcze mam poczucie efektywnego spędzania wolnego czasu)
- na koniec dodam, że pod koniec lutego przesadziłam wszystkie moje domowe rośliny
nowa ziemia i większe doniczki chyba im służą
za każde powyższe doświadczenie oraz za to, o czym nie napisałam
jestem wdzięczna :-)
pojawia się oczywiście kilka marzeń na nowy rok
ale nie wymagam od niego i od siebie zbyt dużo
choć niezmiennie chciałabym dla siebie i bliskich
zdrowia
chciałabym też jak najwięcej czasu spędzać w górach lub w lesie
chciałabym nauczyć się odpoczynku i relaksu
bo wiecie, nie potrafię tego za dobrze
chodzi mi też o taki wieczorny czas offline
(u mnie od zawsze włączony komputer i social media)
podróże zagraniczne może będą może nie
jeszcze jakiś czas temu planowałam na 2021 podróż do Nepalu w Himalaje
a potem 2-3 miesięczną praktykę jogi u nauczycielki w Indiach
ale pewnie podróże nadal nie będą proste
a ja tak prosto nie podejmę decyzji o samotnej podróży
mam takie jedno nieprzyzwoite marzenie
które chciałabym już, choć to niemożliwe
nawet nie wiem czy ono byłoby dla mnie dobre
a chciałabym zamieszkać w jakiejś chatce w górach
takiej, że jak bym z niej wyszła to po chwili mogłabym oglądać okolicę z wysokości
i mogłabym mieć wtedy kilka kotów i co najmniej jednego psa
potrzebuję przestrzeni i bliskości natury
a Wy kochajcie się i uśmiechajcie się dużo w 2021

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz