poniedziałek, 9 lipca 2018

CCLXXIX

ostatnie dni były przemieszanymi emocjami
od zupełnego braku chęci życia i przekonaniu o jego bezsensowności
do przekonania, że nie zmieni się nic, jeśli nie odmienię myślenia
nie zrobię porządku wokół siebie
i nie będę się cieszyć tymi wszystkimi małymi sprawami

było kilka spotkań, które z jednej strony upewniły mnie w przekonaniu, że bez 
kontaktu ze znajomymi, bez spontanicznych z nimi spotkań
nigdy nie będę szczęśliwa
z drugiej strony po innym spotkaniu musiałam sobie tłumaczyć, że nie muszę w dużej grupie
mało znanych osób czegokolwiek mówić
mogę tylko słuchać i się uśmiechać
a to czy druga strona oceni mnie za tę ciszę negatywnie...
może oceni może nie
nieważne

było też więcej niż ostatnio wizualizowania sobie przyszłości zawodowej
wyobrażałam sobie, że już nie pracuję w obecnej, znienawidzonej, branży
a jestem w końcu kimś innym
że zajmuję się programowaniem albo analizą danych
zdarzało się wcześniej tak myśleć, wznosić się na wyżyny wyobrażeń
po czym nie ruszyłam nawet palcem, żeby zacząć się uczyć
teraz będzie podobnie
mimo że powtarzałam przez weekend: usiądź i zrób coś
zdołałam jedynie przejechać 50 km na rowerze (oczywiście doceniając tę piękną chwilę)
i wyciągnąć maszynę do szycia (tej pięknej chwili już tak nie doceniłam)
chciałabym tyle umieć i tyle wiedzieć
tymczasem nie chce mi się nic robić
takie to przykre
pojawiła się też myśl, że właściwie żadna praca biurowa nie przyniesie mi radości

kiedy tak czytam po raz kolejny to, co powyżej
to takie nierealne wydają się te wszystkie plany
że nieważne, że będę znać świetnie taki czy siaki język programowania
bo po prostu do zatrudnienia zabraknie innych umiejętności
znajomości języków obcych albo języka w gębie

obok tych wszystkich przemyśleń bardziej osobiste tematy się pojawiały
ale o nich nie chcę mówić

nie jestem w formie
nie mój czas
trzeba po prostu zaszyć się w Indiach na kilka miesięcy
i praktykować jogę spokojnie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz