od półtora miesiąca żyję od weekendu do weekendu
a w tygodniu od szesnastej do ósmej
choć to życie to głównie martwienie się
ból i płacz co drugi dzień
i smutne słowa, którymi zdążyłam nakarmić znajomych z poprzedniej pracy,
moich dobrych znajomych i Ł.
pierwszy raz mam problem z nowym miejscem pracy
serce podpowiada, żeby odejść, rozum, żeby zostać
żeby wytrzymać jeszcze kilka miesięcy
i to nie kwestia złej firmy, tylko moich ograniczeń
i chciałabym, żeby firma podjęła decyzję za mnie
i żebym nie musiała się zastanawiać pomiędzy za i przeciw, tak i nie
nie mam też żadnego planu be
raczej wizję, że zostanę długotrwale bezrobotną
co doprowadzi do giga depresji
i źle się skończy
mam tylko rower i dobrze mi z jogą
nie mam planów wakacyjnych
choć mam wielkie pragnienia
ale jak i z kim?
choć świeci nieustannie słońce
dni zaczną się niebawem skracać
i będzie się zmierzać do jesieni i zimy
jesteście szczęściarzami jeśli jest wam po prostu dobrze w życiu
po prostu dobrze
i nie macie ciągłego napięcia w głowie
ani depresyjnego ani zwykłego, z codziennym funkcjonowaniem związanego
P.s. brakuje mi pracy z kliszą i nowych, nieidealnych zdjęć




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz