czwartek, 19 czerwca 2014

CXXI

trzy tygodnie temu zakończyłam projekt 365.
wyobrażałam sobie, że nie będę mogła żyć bez codziennego, wieczornego rytuału wyboru zdjęć i słów.
a jednak łatwo poszło.
niestety, bo wartość dokumentalna i sentymentalna (dla mnie samej) bloga była ogromna.
cały rok. przejście przez kolejne pory roku, nudę, zachwyty, spotkania, wybory, tęsknoty, depresje.
ten rok to rok roweru i poznawania miasta na nim.
to joga na nowo.
na szczęście.

postanowiłam częściowo udostępnić tamtego bloga.
udostępnić to trochę za dużo powiedziane.
tylko zdjęcia, choć zdjęcia bez słów mogą być czasem niezrozumiałe.
ale jak chcesz, to obejrzyj:

tymczasem ciepłe pory roku zbyt szybko mijają.
teraz dni będą się skracać, ech.
minął też ethnoport, który zachwyca za każdym razem i przekonuje, że ważniejsze rzeczy od sukcesu i kariery są. tak usprawiedliwiam swoją bylejakość.
śnił mi się też którejś nocy Sz., coś wyjątkowo absurdalnego robił. na rolkach jakieś wywijasy wyprawiał.
a następnego dnia go spotkałam.
w spodenkach w hawajskie klimaty, japonkach i z telefonem przy uchu jechał sobie jakby nic ruchliwą ulicą, dobrze, że na czerwonym się zatrzymywał.
taki trochę szaleniec, takiego go lubiłam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz